KORPORACYJNE PATOLOGIE

7 lipca 2017
komentarze 2
1 200 wyświetleń

Patologia numer 1 – Słomiany zapał
Przedsiębiorstwa, korporacje, firmy, start-up’y i inne przejawy przedsiębiorczości wyżerane są przez dziesiątki zachowań patologicznych. Piszę o tym w książce, która ukaże się pod koniec 2017 roku w wydawnictwie Helion: „Corporate Global Thinking – Porządkowanie chaosu korporacyjnego”.
Słomiany zapał to bardzo często spotykany w firmach i jeden z wielu elementów doprowadzających do upadku najlepsze nawet pomysły. Polega on na tym, że w początkowej fazie wszyscy kreatorzy pomysłu bardzo zapalają się do niego i angażują nawet w stopniu wyższym niż tego wymaga. Chcą go zrealizować błyskawicznie, bo uważają, że jest on genialny i przyniesie im oraz firmie ogromne korzyści. Jednak po pewnym czasie, uwikłanie w codzienne obowiązki oraz ciężka praca, częste spotkania grupy projektowej i złożoność prac powoduje „chwilowe” odpuszczenie działań, w celu ogarnięcia pilniejszych i ważniejszych rzeczy. To „chwilowe” przeradza się w „tymczasowe”, a następnie w „do odwołania” przerwanie prac nad projektem. Ktoś niby się tym interesuje, raportuje czasem postęp prac lub usprawiedliwia brak postępów. Po dłuższym okresie wszyscy zapominają, że w ogóle mają nad czymś pracować i zajmują się innymi, nowszymi i ciekawszymi projektami. Długo nie wracają do przerwanych prac, bo nikt się nie chce wyrywać przed szereg, ale nadchodzi moment, kiedy przełożony żąda konkretnych wyników, bo ten projekt powiązany jest z innym, równie ważnym i musi zostać dokończony.

Zazwyczaj dochodzi wtedy do draki, ktoś dostaje po głowie i grupa projektowa znów bierze się do pracy. Znów angażują się dniami i nocami, pracują ponad siły, chcąc nadrobić stracony czas i spełnić oczekiwania przełożonych. Wkrótce są jednak tym tak zmęczeni i sfrustrowani, że stopniowo po raz kolejny efektywność pracy spada. Wszystko trwa znacznie dłużej, efekt nie jest tym, czym powinien być, zespół projektowy powoli znów traci motywację do działania i sytuacja powtarza się ponownie.

Dobrym przykładem takiej patologii są restauracje przedstawiane w programie „Kuchenne rewolucje” z Magdą Gessler. Właściciele restauracji tworząc swój wymarzony biznes nie śpią po nocach, pracują, remontują, kupują wyposażenie, zatrudniają pracowników, uczą się gotować i zarazem zarządzać lokalem gastronomicznym. Pracy jest mnóstwo. Na początku każdy z nich ma nadzieję, że te kilkaset tysięcy zainwestowanych w lokal, jego remont, sprzęt i reklamę szybko się zwróci. Ale się nie zwraca. Trzeba poczekać, wyrobić sobie markę. To trwa, a pieniędzy zazwyczaj brakuje. Zaczyna się frustracja i zniechęcenie, ale nie ma wyjścia – trzeba pracować. Niektórzy z nich coraz częściej omijają lokal, znajdując sobie wymówki, żeby tam nie przychodzić. Chcą uniknąć widoku swojej porażki, zrzucając odpowiedzialność na pracowników. Inni znów rozpoczynają inną działalność, która wydaje się im być nową nadzieją.

Uwaga: Słomiany zapał potrafi dać ludziom na początku niewiarygodną energię i siłę, ale w dłuższej perspektywie naraża firmę na koszty, a ludzi na frustrację i demotywację, od której może już nie być ucieczki.

Potem znów pozyskują jakieś finansowanie w postaci kredytu lub funduszy unijnych i znów zaczyna się pogoń i wyścig z czasem – zmieniają, poprawiają, aktualizują, dopóki są pieniądze. Kiedy energia spada, a efekt wydaje się bardzo odległy, porzucają kolejny raz swoje marzenia i zamieniają się w niewolników swojego życia. Doprowadza to do „powolnej śmierci” wszystkiego i wszystkich. Stare naczynia, brudne gary, zatłuszczone narzędzia i piece, brud, śmieci za szafkami, zamrożone jedzenie, stare produkty, sosy z papierka. Ludzie są zdemotywowani, zarabiają grosze. Właściciela nie stać na zatrudnienie nowej ekipy i menedżera z prawdziwego zdarzenia, który widziałby, jak sobie poradzić z prowadzeniem restauracji, więc sam, najczęściej z żoną i synem próbują jeszcze leczyć chorobę i lizać rany. Na szczęście przyjeżdża wtedy Magda Gessler i robi z tym wszystkim porządek. Trzeba powiedzieć, że mimo telewizyjnego show i „teatru jednego aktora” w gwiazdorskiej obsadzie restauracja się zmienia i zaczyna nowe życie. Magda Gessler jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wpływa na morale zespołu, zmienia menu i wystrój lokalu. Ludzie przychodzą, bo telewizja daje dobry marketing. Byłem w kilku takich restauracjach w Polsce i trzeba powiedzieć, że nie było się do czego przyczepić. Dlaczego? – Bo  właściciele pracują teraz w atmosferę stabilnego rozwoju i nie szarpią się chaotycznie z pomysłami, które raz po raz przychodzą im do głowy. Solidny fundament daje poczucie pewności i powolny, ale pewny rozwój i konkretne efekty. Nie muszą szarpać się pojawiającymi się raz po raz pomysłami, tylko pilnują tego, co już mają i stopniowo rozwijają biznes. Słomiany zapał potrafi dać ludziom na początku niewiarygodną energię i siłę, ale w dłuższej perspektywie naraża firmę na koszty, a ludzi na frustrację i demotywację, od której może już nie być ucieczki.

Nasilanie się opisanych objawów będzie zauważalne głównie w firmach, które szybko rosną i zdobywają rynek. Dotyczy to głównie branż nowych, związanych z nowoczesnymi technologiami, zaawansowaną techniką. Często przypadkowe złapanie niszy, która daje możliwość szybkiego rozwoju powoduje działania chaotyczne, wynikające z obaw, że konkurencja natychmiast podłapie pomysł i go wykorzysta, angażując większe środki na rozwój i zdobycie klientów.

Jednak aby zakwalifikować opisane powyżej objawy jako patologie muszą one występować przynajmniej rok lub dłużej. Wtedy oznaczają nieprawidłowości w zarządzaniu strategicznym i będą mocno oddziaływać na normalne funkcjonowanie firmy i utrudniać standardowe procesy.

Istnieje jeszcze wiele innych patologii organizacyjnych, które mogą sprawiać ogromne kłopoty zarządcze. Zaliczamy do nich m.in.[1]:

  1. Kreowanie przez organizację osób nie do zastąpienia
  2. Nadmierne poleganie na procedurach
  3. Zastąpienie codziennej komunikacji okazjonalnymi imprezami/akcjami
  4. Niedostrzeganie związku między organizacyjnymi nakładami a efektami
  5. Brak woli uczenia się i pozyskiwania nowej wiedzy od pracowników
  6. Przerzucanie odpowiedzialności za błędy na innych
  7. Poddawanie się efektowi stadnemu
  8. Lekceważenie drobnych sygnałów
  9. Koncentracja na symptomach problemów a nie na przyczynach
  10. Skracanie horyzontu czasowego decyzji
  11. Brak wizji i reaktywność
  12. Pogoń za nowościami i lekceważenie sprawdzonych rozwiązań

Uważna obserwacja i wyłapywanie oznak patologii może zapobiec większym komplikacjom. Jednak im większa organizacja, im bardziej skomplikowany system i im bardziej złożona struktura, tym mniej sygnałów dociera do kadry menedżerskiej, która mogłaby podjąć jakiekolwiek działania zaradcze. Jest jeden warunek uważnej obserwacji. Trzeba mieć na to czas. Mnóstwo spotkań i obowiązków, konieczność uczestniczenia w wielu projektach jednocześnie, raportowanie, bieżące zadania i wrzutki od przełożonych skutecznie utrudniają menedżerom wyłapywanie niewielkich problemów. Dopiero kiedy rozrosną się one do rozmiarów okrutnego Smoka Wawelskiego napojonego wodą z Wisły przez szewczyka Dratewkę, pękną, rozleją się po całej firmie i zaleją wszystkie jej działy. Wtedy jest już za późno na ratunek i nie ma co liczyć na przyjazd Magdy Gessler.

A na taki bałagan pozwolić sobie nie możemy.

[1] Jacek Pasieczny, Beata Glinka Błędy menedżerskie – wybrane źródła i implikacje dla rozwoju organizacji, „Problemy Zarządzania”, 4/2008

 

Łukasz Kuciński

Prezes Zarządu AMS PRESTIGE Sp. z o.o.

Akademia Menedżera Sprzedaży

lukasz.kucinski@biznesplus.pl

608464555



komentarze 2

  • Marcin Stan

    Marcin Stan12 lipca 2017Odpowiedz

    I dlatego właśnie zrezygnowałem z życia w korpo. Dodałbym jeszcze niszczenie kreatywności jednostki w rozumieniu „dobra zespołu”. Obecnie jestem w organizacji, której właściciel uważa, że nie po to zatrudnił mądrych ludzi żeby mówić im co mają robić. Tylko po to aby powiedzieli mu jak to zrobić.

    • Łukasz

      Łukasz13 lipca 2017Odpowiedz

      Marcin, dziękuję za komentarz. Faktycznie to ważne, co piszesz. Niestety korporacje nie lubią tych, którzy wystawiają głowę ponad przeciętność. Z punktu widzenia organizacji tacy ludzie to kłopot, bo nie ma na to odpowiednich procedur – jak postępować w takiej sytuacji, jak nagradzać, żeby inni nie czuli się pokrzywdzeni. Dlatego sztucznie ogranicza się efektywność do stabilnych 50% i powoli, skutecznie wszystko idzie do przodu. SuperJednostki wprowadzają chaos w stabilizacji i dlatego się ich nie lubi. Decyzja o wyjściu z korpo wydaje się więc słuszna, bo mniejsze organizacje z kolei uwielbiają charyzmatycznych indywidualistów, którzy powiedzą im, jak się szybko rozwijać i w którym iść kierunku. Jeżeli stworzysz ze swoim szefem zespół kreacyjny, to zrobicie ogromny sukces. Powodzenia!


Zostaw komentarz